Kto jest brudniejszy: człowiek czy pies?

Maj 24, 2013 w Bez kategorii by PsyNaSalony

- Duża część naszego społeczeństwa nie lubi zwierząt, w szczególności psów. Psy w naszym kraju są bardzo napiętnowane – mówi lek. wet. Jarosław Antoni Balcerak z Lecznicy Weterynaryjnej „AS” w Łodzi.

camera_julia

camera_julia
Picture 1 of 1

Kto jest brudniejszy: człowiek czy pies?

Lek. wet. Jarosław Antoni Balcerak (śmiech): Czasami się zastanawiam. Rzeczywiście, niektóre osoby swoim stanem higienicznym stwarzają większe zagrożenie epidemiologiczne niż zwierzęta.

Tacy jesteśmy niebezpieczni?

Przecież też jesteśmy zwierzętami. Codziennie na skórze i na ubraniu przenosimy miliony bakterii. Nawet kiedy mówimy, to rozpylamy krople śliny, w których są zarazki. To wszystko bakterie rzekomo niebezpieczne…

Ja, mimo to, nie boję się podać ręki drugiemu człowiekowi.

Ja tez nie. Jakoś żyjemy, funkcjonujemy w tym świecie.

A co z psimi zarazkami?

Znam osoby, które śpią ze swoimi pupilami i nie narzekają na kłopoty ze zdrowiem. Z punktu widzenia lekarza weterynarii, strach przed zarazkami roznoszonymi przez psy jest grubo przesadzony. Pracuję już 30 lat, mam styczność z wieloma chorobami zakaźnymi i wieloma zwierzętami, ale jeszcze nigdy niczym się od zwierzęcia nie zaraziłem.

A jednak pies w ogródku, pubie, nie mówiąc już o restauracji, wciąż budzi powszechne zgorszenie.

Tylko w Polsce, bo na całym świecie można wchodzić z psami do restauracji czy sklepów i nikogo już od dawna to nie dziwi. U nas nie tylko nie chodzi się z psem do lokalu gastronomicznego, ale nawet nie można tego robić, bo nie pozwalają na to średniowieczne przepisy sanepidowskie. Ja nie twierdzę, że ten pies ma siedzieć na stole. Zwierzę musi znać swoje miejsce i siedzieć obok opiekuna. Chociaż w Rzymie widziałem psa, który siedział na krześle obok właściciela i rozglądał się wokół. Ale tam nikomu to nie przeszkadzało.

A w Polsce problemem są podobno nawet psy przewodniki, z którymi chodzą osoby niewodome.

To jakaś groteska. Bez specjalnych zaświadczeń i klatki na głowie pies do autobusu nie wejdzie. A do marketów z psami też można wchodzić od bardzo niedawna. I to też jest niemile widziane. Sam byłem w sytuacji, gdzie właściciel pizzerii w Piotrkowie Trybunalskim pozwolił mi usiąść z moim psem w ogródku i po kwadransie przyjechała straż miejska, żeby mnie wyprosić. Jakiś życzliwy człowiek zadzwonił do służb. Nie było wyjścia, musiałem opuścić lokal. Sanepid zabronił. A jakie mój pies stwarzał zagrożenie? Absolutnie żadne! Bo komu w restauracji może przeszkadzać pies? Tylko innemu klientowi.

To skąd ta paranoja w narodzie?

Prawda jest taka, że duża część naszego społeczeństwa nie lubi zwierząt, w szczególności psów. Boi się ich. Może zasadnie, może nie, bo opiekunowie i właściciele psów też bywają różni. Ale, moim zdaniem, psy w naszym kraju są bardzo napiętnowane, a nastawienie do nich jest bardzo negatywne. Proszę zwrócić uwagę, jak reagują na nie ludzie. Kilka dni temu w parku do mojego psa podeszło dziecko, które nagle zaczęło na niego wrzeszczeć. Zwróciłem jego matce uwagę. Mam spokojnego psa, ale w przyszłości jakiś inny pies, groźniejszy, może zareagować równie agresywnie, co to dziecko. Co zrobiła mama? Odeszła 50 metrów, podeszła do patrolu straży miejskiej i powiedziała strażnikom, że mój pies zaatakował jej dziecko. Na szczęście wytłumaczyłem strażnikom, że było inaczej.

Jesteśmy społeczeństwem mało tolerancyjnym. Zwierzęta wciąż traktujemy przedmiotowo, a nie podmiotowo i musi minąć kilka pokoleń, żeby to się zmieniło.